Lubię francuski naturalizm z XIX wieku. Te lektury nie należą do najprzyjemniejszych, ale cenię sobie książki, które odciskają piętno na moim myśleniu. Nawet jeżeli jest to nieprzyzwoicie brutalne. Przykładem sztandarowego pisarza tego nurtu może być oczywiście Emil Zola, który w swoich powieściach odziera ludzi z pięknej powłoczki założonej przez kulturę i ukazuje człowieka słabego, podległego swoim popędom i instynktom. Zawsze, po takich książkach doświadczam przez pewien czas ludziowstrętu i najchętniej zamknęłabym się w pokoju na kilka dni, aby w samotności wyrzucać sobie, że jestem tylko marnym człowiekiem. Pragnę Cię jednak uświadomić szanowny Czytelniku, że to nie jest kolejne dekadenckie żalidło. To historia o pewnym wyjściu z domu. Poza granice tego, co znamy i przewidujemy. Abyś nie nabierał podejrzeń, zagramy w otwarte karty. Bez zbędnych historii zdradzę Ci od razu, co jest moim fetyszem.
Kocham. Pociągi. Gdybym miała kiedyś dużo czasu
(czyli w tej magicznej przestrzeni, gdzie nasze dziwne marzenia i zachcianki
stają się na tyle priorytetowe, aby w końcu ich dokonać), to mogłabym całymi
godzinami siedzieć na peronie i patrzeć na przejeżdżające pociągi. Kiedyś
miałam sen, że wskakuję na jadący pociąg towarowy i ukrywam się na jednej z
kupek węgla, mimo że było ciemno jedną z grudek podpisywałam się na ścianie
wagonu: Noszołata tu była. Te machiny
to jedna z moich wielu niewyjaśnialnych miołościo-namiętności. Chociaż… mówią,
że to właśnie ta niewyjaśnialność, zdumienie i tajemnica czyni emocję miłością.
Jednak podjęłam starania ubrania tego w jakiekolwiek
rysy, gdy ruszałam (oczywiście) pociągiem na Najosobliwej Dziką Spośród Dzikich
Włóczęg Po Polsce. Myślę, że ten czar wyparowuje z pociągu za sprawą jego
retro-klimatu, jego przytłaczającego ogromu, ciężkości i prędkości (te
spostrzeżenia zawdzięczam moim dziecinnym strachom). Nie ma co zaprzeczać, że
ta miłość ściśle wiąże się z pragnieniem doświadczenia
drogi. Może i ludzie już wcześniej podróżowali, ale uważam że wynalazek pociągu
to ten moment, kiedy świat zaczął się zmniejszać, a ludzkość wskoczyła na
autostradę rozwoju łapiąc okazję. Jest on dla mnie symbolem początku zgłębiania
niewiadomego.
Wiesz Czytelniku jakie to uczucie kończyć
osiemnaście lat, a dwa dni później wsiąść do pociągu mając w kieszeni swoje,
pierwsze ciężko zarobione pieniądze, które akurat starczą Ci na jedzenie na
cały miesiąc. I po raz pierwszy Ty sam będziesz się zastanawiać, jak przeżyć. I
po raz pierwszy określić swój NAPRAWDĘ POTRZEBNY dobytek i po raz pierwszy
spakować go do swojego pierwszego gigantycznego plecaka razem ze swoim
pierwszym namiotem, w którym po raz pierwszy sam będziesz spał. I po raz pierwszy
być tak długo samemu. I po raz pierwszy cierpieć ból pleców od plecaka. I po
raz pierwszy być naprawdę głodnym. I po raz pierwszy czuć się naprawdę
spełnionym. I po raz pierwszy poczuć co to znaczy naprawdę bardzo śmierdzieć. I
po raz pierwszy uświadomić sobie czego chce się od życia.
Tak, w te wakacje wszystko było prawdziwe i
pierwsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz