środa, 25 listopada 2015

Nie wiem i fajnie jest - część 1: Pociąg do podróży



      Lubię francuski naturalizm z XIX wieku. Te lektury nie należą do najprzyjemniejszych, ale cenię sobie książki, które odciskają piętno na moim myśleniu. Nawet jeżeli jest to nieprzyzwoicie brutalne. Przykładem sztandarowego pisarza tego nurtu może być oczywiście Emil Zola, który w swoich powieściach odziera ludzi z pięknej powłoczki założonej przez kulturę i ukazuje człowieka słabego, podległego swoim popędom i instynktom. Zawsze, po takich książkach doświadczam przez pewien czas ludziowstrętu i najchętniej zamknęłabym się w pokoju na kilka dni, aby w samotności wyrzucać sobie, że jestem tylko marnym człowiekiem. Pragnę Cię jednak uświadomić szanowny Czytelniku, że to nie jest kolejne dekadenckie żalidło. To historia o pewnym wyjściu z domu. Poza granice tego, co znamy i przewidujemy.  Abyś nie nabierał podejrzeń, zagramy w otwarte karty. Bez zbędnych historii zdradzę Ci od razu, co jest moim fetyszem.
Kocham. Pociągi. Gdybym miała kiedyś dużo czasu (czyli w tej magicznej przestrzeni, gdzie nasze dziwne marzenia i zachcianki stają się na tyle priorytetowe, aby w końcu ich dokonać), to mogłabym całymi godzinami siedzieć na peronie i patrzeć na przejeżdżające pociągi. Kiedyś miałam sen, że wskakuję na jadący pociąg towarowy i ukrywam się na jednej z kupek węgla, mimo że było ciemno jedną z grudek podpisywałam się na ścianie wagonu: Noszołata tu była. Te machiny to jedna z moich wielu niewyjaśnialnych miołościo-namiętności. Chociaż… mówią, że to właśnie ta niewyjaśnialność, zdumienie i tajemnica czyni emocję miłością. Jednak podjęłam starania ubrania tego w  jakiekolwiek rysy, gdy ruszałam (oczywiście) pociągiem na Najosobliwej Dziką Spośród Dzikich Włóczęg Po Polsce. Myślę, że ten czar wyparowuje z pociągu za sprawą jego retro-klimatu, jego przytłaczającego ogromu, ciężkości i prędkości (te spostrzeżenia zawdzięczam moim dziecinnym strachom). Nie ma co zaprzeczać, że ta miłość ściśle wiąże się z pragnieniem doświadczenia drogi. Może i ludzie już wcześniej podróżowali, ale uważam że wynalazek pociągu to ten moment, kiedy świat zaczął się zmniejszać, a ludzkość wskoczyła na autostradę rozwoju łapiąc okazję. Jest on dla mnie symbolem początku zgłębiania niewiadomego.
Wiesz Czytelniku jakie to uczucie kończyć osiemnaście lat, a dwa dni później wsiąść do pociągu mając w kieszeni swoje, pierwsze ciężko zarobione pieniądze, które akurat starczą Ci na jedzenie na cały miesiąc. I po raz pierwszy Ty sam będziesz się zastanawiać, jak przeżyć. I po raz pierwszy określić swój NAPRAWDĘ POTRZEBNY dobytek i po raz pierwszy spakować go do swojego pierwszego gigantycznego plecaka razem ze swoim pierwszym namiotem, w którym po raz pierwszy sam będziesz spał. I po raz pierwszy być tak długo samemu. I po raz pierwszy cierpieć ból pleców od plecaka. I po raz pierwszy być naprawdę głodnym. I po raz pierwszy czuć się naprawdę spełnionym. I po raz pierwszy poczuć co to znaczy naprawdę bardzo śmierdzieć. I po raz pierwszy uświadomić sobie czego chce się od życia.
Tak, w te wakacje wszystko było prawdziwe i pierwsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz