środa, 16 marca 2016

"To czysty spirytus"

#WielkobukoweWyzwanie2016
Klasyka literatury rosyjskiej

Tradycyjnie recenzję powinnam zacząć od opowiedzenia Wam o czym jest książka. 
I tu już pojawia się problem. Nie potrafiłabym Wam dokładnie streścić tej zwariowanej i poplątanej historii. Na pewno ją znacie. Klasyka. Lektura XD. Zacznę może od ogólnego wrażenia.  
Co za łeb! 
Można stworzyć książkę zabawną, a zarazem niezwykle mądrą? Można! W dodatku z niesamowitym światem, którego smak i zapach po prostu czujecie? Zakochałam się w tym zgoła nieoczekiwanym świecie pełnym magii, tajemnic i absurdu. Co więcej, tę otoczkę tajemniczości tworzyła także świadomość, że nie wszystko wyłapałam, być może nie dotarło do mnie wszystko to, co jest wartościowe, wszystko co chciał mi przekazać Bułhakow. (Owszem, może jestem troszeczkę przytępa) Ale bardziej chodzi mi o to, że ta powieść jest też narzędziem do krytykowania ówczesnej rosyjskiej rzeczywistości. A ja, rozkoszne dziecko, które wzięło i przyszło do Waszego świata  w 1997 roku, kiedy wszyscy byli już wolni i radośni, znam PRL z opowieści mamy (lub lepiej - od babci) a komunizm jest dla mnie kolejnym terminem do nauczenia się. Dlatego mam wrażenie, że nie wszystko zrozumiałam, nie wiem, w których momentach coś jest śmiesznym blagiem, a gdzie ten żart ma drugie dno. 
Coż, pożyjemy zobaczymy (Lub lepiej po rosyjsku Pażywiom uwidim - oto mój rosyjski :D) Przeczytam jeszcze raz, za kilka lat, z pewnością wyciągnę coś innego, nowego. To w końcu magia książek. 

Uwielbiam tę diabelską szajkę. A zwłaszcza kota Behemota. <3 Jak będę duża i będę mogła mieć koty to tego drugiego nazwę właśnie Behemot, na cześć Mistrza i Małgorzaty. Pierwszy będzie Łoskot - na cześć Ciemno, prawie noc


- To wódka? - słabym głosem zapytała Małgorzata. Kot poczuł się dotknięty i aż podskoczył na krześle.
- Na litość boską, królowo - zachrypiał - czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus. 
I jak go nie kochać???
Bułhakow bardzo często ma tutaj takie dygresje autoironiczne, odnośnie pisarstwa. Cały wątek Mistrza dotyczy właśnie jego stosunku autora do własnego dzieła.
- Po raz pierwszy wkroczyłem do świata literatury, ale teraz, kiedy już jest po wszystkim i kiedy moja zagłada jest oczywista, wspominam to z przerażeniem! - uroczyście wyszeptał mistrz i uniósł rękę - Tak, on tak mną wstrząsnął!
-  Kto? (...)
- No, redaktor, mówię przecież, że redaktor! Tak, przeczytał książkę. Tak na mnie patrzył, jakbym miał fluksję, patrzył w kąt i nawet chichotał ze zmieszania. Bez żadnej potrzeby miął maszynopis w palcach i chrząkał. Pytania, które mi zadawał, były, moim zdaniem obłąkańcze.
Hihihi. A potem to:
 - Łatuński! - wrzasnęła przenikiliwie. - Łatuński! To przecież on... Przecież on zgubił mistrza! (...)
Z kuchni do przedpokoju rwał już strumień. Chlupiąc  po wodzie bosymi stopami, Małgorzata wiadrami nosiła wodę z kuchni do gabinetu i wlewała ją do szuflad biurka. Następnie w tymże gabinecie rozbiła młotkiem drzwi szafy i pobiegła do sypialni. Rozbiła lustrzaną trzydniową szafę, wyciągnęła z niej garnitur krytyka i utopiła go w wannie (...)
Przecież to jest genialne! Albo to:  

- Proszę okazać legitymacje! - zażądała, patrząc ze zdziwieniem na binokle Korowiowa, jak również na prymus Behemota oraz na rozdarty rękaw tego ostatniego. 
- Tysiąckrotnie przepraszam, jakie legitymacje? - zapytał zdziwiony Korowiow.
- Panowie jesteście pisarzami? - zadała teraz z kolei pytanie obywatelka.
- Bez wątpienia - z godnością odpowiedział Korowiow.
- Proszę okazać legitymacje - powtórzyła obywatelka.
- Ślicznotko moja... - zaczął tkliwie Korowiow.
- Nie jestem ślicznotką - przerwała mu obywatelka.
- O, jakże tego żałuję - rozczarowanym głosem powiedział Korowiow, a następnie mówił dalej. - No cóż, jeśli sobie panie tego życzy, to nie musi pani być ślicznotką, chociaż to byłoby nader przyjemne. Więc, żeby upewnić się, że Dostojewski jest pisarzem, należy od niego żądać okazania legitymacji? niechże pani weźmie dowolne pięć stron pierwszej lepszej jego powieści, a przekona się pani, że ma pani do czynienia z pisarzem. Zresztą przypuszczam, że Dostojewski w ogóle żadnej legitymacji nie miał! (...)

- Ale pan nie jest Dostojewskim - powiedziała zbita z tropu przez Korowiowa obywatelka.
- Skąd to można wiedzieć, skąd to można wiedzieć! - odrzekł Korowiow
- Dostojewski umarł! - oświadczyła obywatelka, ale jakoś niepewnie.
- Protestuję! - gorąco zawołał Behemot. - Dostojewski jest nieśmiertelny!

(Tak, tą aluzję załapałam) Świetne, genialne, och, ach, aż nie wiem, co mam jeszcze napisać. A pragnę przypomnieć, że to jest tylko jeden z wątków. Podobał mi się ten względny chaos, bałagan, to poeta ma ksywkę Bezdomny, to że Bułhakow robi nas troszeczkę w bambuko i tytułowych bohaterów wprowadza później. Nawet tytuły rozdziałów mi się spodobały, np: Schizofrenia, zgodnie z zapowiedzią. A zakończenie! Michaile Ty mój, przecież z tego można tyle filozofii wyciągnąć! 
  

Szukajcie spokoju, gdzie tam gdzie go znajdziecie. Nawet u diabła.
Tym optymistycznym akcentem - kończymy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz