środa, 14 października 2015

Nowy złoty wiek dla Europy - "Uległość" Michel Houellebecq


"Chodzi o uległość - powiedział cicho Rediger. - Oszałamiająca, a zarazem prosta myśl, nigdy dotychczas niewyrażona z taką mocą, że szczytem ludzkiego szczęścia jest bezwzględna uległość"


Bardzo długo zbierałam się do tej recenzji. Głównie dlatego, że musiałam sobie bardzo dużo rzeczy przemyśleć. I nie, nie było to takie klasyczne "przetrawienie" lektury (bo trwało by to krócej ;), ale muszę przyznać, że książka otworzyła mi trochę oczy na pewne światopoglądowe kwestie i przeraziła mnie swoją autentycznością, aktualnością i tym ... brutalnym poczuciem nowej rzeczywistości.
Postawiono przede mną wizję przyszłości. Dostałam takową informację i teraz ja musiałam coś z nią zrobić... jakoś się do niej ustosunkować.
Narobiła ona trochę hałasu w bookowym lesie, bo niektórzy uważają, że samo sięgniecie po nią jest aktem islamofobii (!), to tak gwoli ścisłości... islamofobami można nazywać dopiero tych, którzy jej... nie zrozumieli  i wyciągnęli złe wnioski. Z tyłu na okładce możemy przeczytać słowa Adama Gopnika z "The New Yorker": Oskarżanie Houellebeqa o islamofobię jest błędem. Nie jest islamofobem, lecz frankofobem. 

A teraz szybkie wyjaśnienie, dla tych, co to pierwszy raz o książce słyszą.
Ową cichą rewolucję polityczną możemy oglądać z punktu widzenia francuskiego profesora literatury, wykładającego na Sorbonie. Jest to okrutnie samotny mężczyzna w średnim wieku, który wyrobiwszy sobie renomę mądrego za młodu, teraz się nudzi i wyrywa studentki. Jego oczętami obserwujemy, jak to Bractwo Muzułmańskie zaczyna zdobywać poparcie w wyborach w 2022 (tak a propos to wcale nie dzieli nas od tej daty kawał czasu) ku zdziwieniu ogólnej gawiedzi.

Dlaczego "Uległość"?
A czym innym wyjaśnić owe zdziwienie na wynik wyborów - ot tak sobie wyszło? Na kartach podziwiamy jak bezszelestnie zmieniają się nazwy uczelni... jak uczennice zaczęły się inaczej ubierać... aż w końcu w ogóle ich zabrakło na uczelni.
Bez kłótni, krzyku, wojen domowych. Bo po co się buntować skoro przeciętnej jednostce zaczęło się żyć lepiej?
Taaak. Po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że wygodnictwo jest jedną z najdziwniejszych przywar ludzkich. Może Nas ono zgubić, ale też nie ma co ukrywać - to ono Nas też popędza do rozwoju.
Dużo recenzentów zarzuca Houellebecq'owi zrzucenie kwestii kobiecej na drugi plan. Ich zdaniem feministki w tych okolicznościach na pewno by się podniosły z krzykiem.
Ja nie byłabym tego taka pewna. Jakoś trudno mi znaleźć w moim otoczeniu dziewczynę, która odmówiłaby siedzeniu w domu przy książkach, wychowując dzieci. Czy to tylko lenistwo mojego tajemniczego pokolenia, czy naprawdę kobieca rewolucja była taką kompletnie bezsensowną gafą?

Zaznaczam, że to było moje pierwsze zetknięcie się z tym autorem. I było to zaskakująco miłe spotkanie, bo po opiniach spodziewałam się czegoś naprawdę ciężkiego w odbiorze. Tymczasem dostałam naprawdę przyswajalną dawkę opisów akcji politycznej, w nie takiej całkiem ogłupionej wersji. Jednak porcja opisów erotycznych była momentami już niesmaczna...Warto zaznaczyć, że nie jest to książka opierająca się na stereotypach, jakie wyrobiła sobie Europa wobec islamu. Jest to wnikliwa (choć co prawda zawoalowana) analiza zderzenia dwóch kultur. Nie jest to powieść, która ma straszyć przed islamizacją. Ja odebrałam to bardziej jako krytykę słabości współczesnej Europy.
Spójrzmy prawdzie w oczy: Europa Zachodnia doszła do tak odrażającego stanu rozkładu, że sama w siebie nie jest w stanie uratować, nie bardziej niż starożytny Rzym w piątym wieku naszej ery. Masowy napływ imigrantów, których tradycyjna kultura jest nadal naznaczona naturalną hierarchią, podporządkowaniem kobiety i szacunkiem dla starszych, stanowi historyczną szansę na moralne i rodzinne odrodzenie Europy, otwierając perspektywę nowego złotego wieku dla Starego Kontynentu. Niektórzy z przybyszy są chrześcijanami, ale najczęściej - powiedzmy to sobie szczerze - muzułmanami. 

Gorąco polecam. Można się ubawić, nauczyć się kilku rzeczy, jeść paznokcie z przerażenia, i myśleć...

Na koniec, pozwolę sobie na taką odskakującą refleksję:
W całej tej obecnej sytuacji nie powinniśmy być uprzedzeni do imigrantów - biednych, potrzebujących, ale też szalonych i niebezpiecznych (bo nie ma co tu generalizować - to jest cała masa ludzi i znajdują się wśród niej tacy i tacy). Powinniśmy być uprzedzeni do siebie i swoich słabości, bo jeżeli się boimy, to znaczy, że zdajemy sobie sprawę z niedoskonałości i uszczerbków europejskiej świątyni tożsamości.
Wiem, że strach prowadzi do prymitywnej agresji, ale to my tu niby jesteśmy tymi "ucywilizowanymi".

1 komentarz: