Oparta na faktach
Nie wiem, czy jest się czym chwalić, ale autorkę znałam, zanim jeszcze dostała nagrodę Nobla. Jeszcze jakiś czas temu, kiedy pożerałam wszystko, co napisano, nagrano lub po prostu stworzono o katastrofie w Czarnobylu, natrafiłam na audiobook Czarnobylskiej modlitwy w naszej fantastycznej bibliotece. I z tych "wielkich" poszukiwań dla zaspokojenia niezdrowej ciekawości najbardziej pamiętam tę książkę. Ona była najstraszniejsza.
Napisać taką książkę o wojnie, żeby niedobrze się robiło na myśl o niej, żeby sama ta myśl była wstrętna. Szalona. Żeby nawet generałom zrobiło się niedobrze.Wszystko się zgadza z tytułem - wojna nie ma w sobie nic z kobiety, ani w ogóle z człowieka. Przedstawione w stylu Aleksijewicz - do opisu jednego zjawiska zbierzmy setki ludzi. Każdy rozdział jest przeznaczony na oddzielny problem, z jakim musiały się borykać rosyjskie kobiety podczas II wojny światowej. Historie, nie tylko kobiet, które służyły w wojsku, ale też praczek, matek, dziewczynek... Czasem, jedną opowieść tworzy dwadzieścia osób, czasem jest to pojedyncza relacja. Bez żadnych górnolotnych słów, opowiadają ludzie prości, doświadczeni i to odgrywa tutaj wielką rolę w odbiorze tego zbioru.
(...) język i uczucia ludzi wykształconych często w większym stopniu ulegają obróbce czasu. Zapisane są jego szyfrem. Zarażone cudzą wiedzą.Gdy zwróci się uwagę na mnogość wszystkich nazwisk tu występujących, powoli dociera jak wiele jest takich smutnych żywotów. Pojedyncze wątki zaczynają się ze sobą zlewać pozostawiając w głowie tylko wrażenie ogromnego, przerażającego chóru. Reporterka zainteresowała się tym tematem, ponieważ wyszła z założenia, że za dużo mówi się o "męskiej" wojnie, historii faktów, frontów, broni, historii bez duszy. Warto też zwrócić uwagę, że pisanie książki zostało ukończone w 1985, kiedy jeszcze nie o wszystkim wolno było pisać. Trzeba przyznać, że to bardzo odważne przedsięwzięcie.
Ja mam więcej konkretnej wiedzy wojskowej, a ona uczuć.Jeszcze nigdy wcześniej nie czytałam takiej książki. "Kobieca" wojna faktycznie jest całkiem inna. Przede wszystkim ma więcej odcieni szarości. Nie wiem, dlaczego. Może właśnie, z powodu tej emocjonalności, która nie pozwala na patrzenie na świat w kategoriach czarno-białych. Oczywiście, też trzeba pamiętać, że tamte kobiety były inne. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że wrażliwsze. Przed wojną kobiety nie miały np. dostępu do brutalnych krwawych filmów, a nie ukrywajmy też, że większość nie miała pracy. To były młode 16-20 letnie dziewczyny, niektóre uczące się, niektóre mieszkające na wsi, mamy od dziecka uczyły szyć, zaplatać warkocze, ładnie się ubierać... Spodnie? Dopiero na wojnie.
Każdemu rannemu powinnyście mówić, że go kochacie. Bo miłość to wasze najskuteczniejsze lekarstwo. Miłość chroni, daje siły potrzebne do przeżyciaBardzo mocno przeżywałam. Czasem, dochodziło do apogeum i musiałam PRZESTAĆ. To jest brzemię. Mi czytało się z ciężkim sercem... a one z tym żyją. Niesamowite jest podejście Swietłany. Zachowuje wszystko, każde zachowanie, płacz, westchnięcie. Nagle wojna staje się człowiecza. To znaczy... Wszystkie się zgadzają, że jest to "zjawisko" nie do pojęcia przez ludzki umysł. Taki wymiar cierpienia. Po tej lekturze widać, że jest to stanowczo coś, co przekracza ludzką skalę. Ale mistrzostwo tu polega na pokazaniu tej skali.
Ojejej... Boże ty nasz... Miłosierny...
Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że wojna jest istnym pogwałceniem natury, ale tu odsłania się kolejna płaszczyzna. Ta, która ma dawać życie, uczy się zabijać.
Marsz trzydziestokilometrowy. Trzydzieści! Dziki upał... I po nas czerwone ślady na piasku... Czerwone. No, te sprawy... Nasze... Jak tu można co ukryć? Żołnierze idą w ślad za nami i udają, że nic nie widzą... Nie patrzą pod nogi... Spodnie na nas zasychały, robiły się jak ze szkła. Zdzierały skórę.
Nie ma drugiej takiej książki o wojnie.
Ale czy da się zmyślić coś takiego? Od kogo można to odpisać? Jeśli można, to tylko od życia, tylko ono ma taką wyobraźnię.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz